Kinga i Karolina Pruś w Otwartej Pracowni Jazdów [wywiad].

Kinga i Karolina Pruś, siostry znad morza, wystąpiły w Otwartej Pracowni Jazdów w Warszawie w ramach #152 koncertu Muzyki w Pracowni. To tutaj siostry Pruś zaprezentowały po raz pierwszy swój najnowszy singiel Najdłuższy Dzień w Roku, tutaj po raz pierwszy Kinga zmierzyła się z pianinem i w końcu, tutaj, w Otwartej Pracowni, widownia siedząc na kocykach - po raz pierwszy od dawna porywała się do tańca.

Koncert w Otwartej Pracowni Jazdów

Natalia: Znajdujemy się w środku Warszawy, w centrum miasta, ale jednocześnie stoi przed nami drewniany, fiński domek, siedzimy w ogrodzie, a za nami poletko z warzywami. Jak to odbieracie?

Kinga: Bardzo, bardzo pozytywnie. 

Karolina: Jak u mamy na podwórku, albo nawet jak u babci.

N: Czy takie kameralne przestrzenie wpływają na Was jakoś szczególnie? Odnajdujecie się w takich miejscach koncertowo?

Kinga: Tak, jak najbardziej. Fajnie, jak jest kameralnie. Też same więcej więcej grałyśmy takich właśnie kameralnych koncertów.

Karolina: Dobrze się tu czujemy.

Kinga: Tak, dobrze się czujemy i fajnie jak możemy mieć kontakt z ludźmi, a wiemy, że będą blisko, więc obstawiamy, że będzie przytulnie. 

N: Przytulnie to jest dobre słowo w odniesieniu również do Waszych utworów. Ostatnia płyta „Dar” kojarzy mi się z wyjątkowym spokojem i ciepłem. Dodatkowo przytulna i miła jest Wasza barwa głosu i cała oprawa muzyczna. To jest taka muzyka do której chce się wracać, bo czujemy się spokojnie i bezpiecznie. Czy ten zabieg, który wykonujecie tutaj jest celowy? Czy Wy, osobiście może jakoś potrzebujecie same tego spokoju?

Kinga: Płyta „Dar” już trochę ma, więc nie jest już taką nowością w naszym życiu. Mam też takie wrażenie, że totalnie ewoluuje również moje pojęcie tego o co chodzi z tą moją muzyką. Prawda jest taka, że bardzo się cieszę, że idzie to w takie różne, skrajne rzeczy. Z jednej strony na początku broniłam tego jak ktoś mi mówił, że płyta jest melancholijna. Zastanawiałam się wtedy, ale gdzie? Teraz okazuje się, że tak jest, tylko że jestem przykładem człowieka, który umie trudne i smutne rzeczy umieścić w jakimś country songu, do bujania. Dotarło też do mnie, że jestem melancholijna, razem jesteśmy. I w sumie jest to fajne, bo właśnie można zagrać koncert jaki teraz planujemy zagrać w Otwartej Pracowni - akustycznie, a można też zagrać z przytupem, z całym bandem i doprowadzić publiczność do tańca.

Kinga i Karolina Pruś koncert

fot. Maciej Mucha

Płyta jest świetna, ale koncert jeszcze lepszy

N: Dokładnie! Pierwszy raz, jadąc na Wasz koncert, do Gdyni, spodziewałam się melancholijnych dziewczyn, które wyjdą z gitarą, zaśpiewają spokojne utwory, a odpalił się jakiś ogień na scenie! Okazało się, że te utwory w ogóle inaczej brzmią w realu. 

Karolina: Co jest śmieszne, to to, że ostatnio rzeczywiście odtworzyłam sobie w samochodzie „Dar”, żeby jeszcze raz sobie go przesłuchać i… nie poznawałam tych piosenek! One bardzo dojrzały poprzez to, że były grane na żywo tak wiele razy. Dostały takiego nowego tchnienia i pazura. Wydaje mi się, że grając je, dostałyśmy szansę dać im tej aktualności i tego, co się teraz u nas dzieje. Dzisiaj słucham utworu „Śpij” i myślę sobie: „To przecież nie to!”

Przypomniały mi się też teraz takie słowa kolegi, który kiedyś komplementował nas mówiąc: „Płyta jest świetna, ale koncert jest lepszy od płyty” i trochę mam wrażenie, że tak u nas jest. Chyba trochę umiemy w to i po prostu ciągle modyfikujemy, eksperymentujemy i zmieniamy.

fot. Maciej Mucha

N: Tak, też miałam takie poczucie widząc Was na scenie. Na pewno, tak jak wspomniałyście, za każdym razem umiecie świetnie dodać nowej barwy i to jest fajne, bo idąc na Wasz koncert nigdy nie wiadomo czego się spodziewać (śmiech).

Kinga: Co się wydarzy… nikt nie wie.

N: Natomiast wiemy, że dzisiaj będzie melancholijnie. 

Karolina: Trochę tak, a trochę nie. 

Kinga: Zobaczymy co z tego wyjdzie (śmiech). Pierwszy raz gramy w takim składzie. Gramy z Michałem akustycznie i pierwszy raz ja gram na pianinie, więc chyba same nie wiemy czego się spodziewać. Ale czuję, że będzie fajnie, bo miejsce daje taki fajny vibe, więc coraz mniej się boję. 

N: Jakby ktoś Wam powiedział: „dajcie mi trochę hip-hopu”, albo „dodajcie techno” - to będzie też „challenge accepted?”

Kinga: Umiem zagrać wstęp do Explosion. (śmiech)

N: W takim razie na ten moment tak to zostawmy. (śmiech)

Najdłuższy Dzień w Roku - nowy singiel Kingi i Karoliny Pruś

N: Wasz najnowszy singiel „Najdłuższy Dzień w Roku” 10 maja ma swoją premierę. Dzisiaj, w Otwartej Pracowni usłyszymy go jako pierwsi. W takim razie zadam podstawowe pytanie - dlaczego najdłuższy dzień w roku i dlaczego to akurat on zasłużył sobie na miano tytułowej, pierwszej piosenki zapowiadającej Wasz trzeci album?

Kinga: Dlatego, że wiosna. Dlatego, że nienawidzę zimy. Przez to, że naprawdę odliczam do tego, by o 21:00 jeszcze nie było ciemno, Osobiście, bardzo naprawdę realnie - to jest moje prawdziwe pragnienie - czekam na ciepło, na ten najdłuższy dzień, w którym będę czuła, że po prostu nic nie straciłam. Często w zimę tak się czuję - jest 16, dobra spać. Czuje, że wtedy ten czas przelatuje tak przez palce. Ta piosenka powstała, bo naprawdę czekam na najdłuższy dzień w roku, kiedy będę mogła chodzić po mieście tak długo aż padnę, aż mi nogi odpadną, ale wciąż będę dalej widziała co jest przede mną. 

N: Czyli płyta, która nadchodzi, można powiedzieć, że tak jak Was, tak i nas będzie trzymała przez te wszystkie jesienno-zimowe okresy, mówiąc do nas…

Kinga: Trwaj!

N: Trwaj i miej siłę (śmiech). Na płycie będzie też więcej morza, więcej morskiego aspektu. W jednym z wywiadów wspomniałyście, że czerpiecie z morza inspiracje. Natomiast powiedzcie mi, co to tak naprawdę to dla Was znaczy?

Kinga: Co to znaczy, że czerpiesz z morza?

Karolina: Co to znaczy dla mnie, że Ty czerpiesz z morza? 

(śmiech)

N: Dobrze na Was to wpływa?

Kinga: No pewnie. Ja zawsze jak jestem w Warszawie, to doceniam to, że mieszkam w trójmieście. Pierwsze co zrobiłyśmy wjeżdżając do Warszawy to liczyłyśmy punkty bramkowe dla każdego z miast i dla nas to było: „my mamy morze!”

Karolina: Myślę, że Ci, którzy mieszkają nad morzem od zawsze często nie doceniają tego trochę, że to morze jest…

Kinga: Też tak trochę miałyśmy na początku…

Karolina: Tak, ale finalnie to jest niesamowita sprawa.

Morze to sposób na reset i pauzę

Kinga: Myślę, że morze jest w ogóle dla tych, którzy umieją zrobić pauzę. Jak człowiek sobie wrzuci w plan pobyt nad morzem i pójdzie na nie popatrzeć na choćby te dziesięć minut, to głowa naprawdę wietrzeje. Jeśli jest jakiś sposób na reset, to ten wiatr nad morzem jest naprawdę dobrym sposobem. 

N: Wiele osób, Polaków, nie lubi polskiego morza. Uciekają za granice…

Kinga: Bo w lato to się staje bardzo uporczywe. Jest bardzo dużo ludzi, dużo śmieci zostawionych na plaży, kolejki do toalet, bulwersujące się dzieci.

N: Wtedy ten klimat nie oddaje tego piękna.

Karolina: To wersja dla tych, którzy lubią horrory i lubią się bać (śmiech).

N: To gdzie w takim razie uciec, żeby nie przeżyć tego horroru?

Kinga: Górki zachodnie, Sobieszewo, im dalej tym lepiej.

Karolina: Im dziczej tym lepiej - jak jest budka z lodami, to nie tam.

N: Wpisujemy i zapamiętujemy! Na koniec, ostatnie - szybkie pytanie: Gdzie siostry Pruś będą spędzać najdłuższy dzień w roku?

Kinga: Ja wiem gdzie.

Karolina: Ja też.

N: To spróbujcie razem!

Kinga i Karolina: Na plaży.

Previous
Previous

wrOFF Showcase 2024 już za chwilę!

Next
Next

Koncert Fryderyka HD w Otwartej Pracowni Jazdów.