Muzyka dostępna dla wszystkich. Wywiad z Asią Nawojską.

Asia Nawojska, utalentowana, pełna pozytywnej energii, gotowa, by zarażać nią innych artystka po wydanym singlu O co chodzi z nią nie zwalnia tempa informując, że już za chwilę na streamingach pojawi się jej nowy album. Co więcej, artystka opowiada i zdradza kulisy powstawania swojego najnowszego projektu edukacyjno-muzycznego, Paplajki DOSTĘPNEGO dla wszystkich.

Źródło: Asia Nawojska/ materiały prasowe.

Nowy singiel Asi Nawojskiej - O co chodzi z nią od 25 października na streamingach

Natalia: Zacznijmy od Twojego najnowszego dotychczas wydania: O co chodzi z nią. Premiera singla odbyła się 25 października. Powiedz, jak po premierze? 

Asia: To nie była to dla mnie łatwa premiera. Po prawie rocznej przerwie wróciłam z piosenką, która została nagrana i zarejestrowana bardzo dawno temu. Wybrałam O co chodzi z nią na pierwszy rzut, dlatego, że potrzebowałam sama odreagować. Jest to na tyle nie wymagająca ode mnie czegoś na wskroś przeszywającego i głębokiego piosenka, że traktuję ją z większym luzem niż pozostałe, które czekają w kolejce. Zdecydowałam właśnie nią powiedzieć: “Hej! Jestem tu! Pamiętacie mnie? Mam coś do powiedzenia!” 

Natalia: O czym opowiada?

Asia: O co chodzi z nią to piosenka, przy której wracam do swojego nastoletniego życia - do dojrzewania, dorastania, do chłopaków z gimnazjum, do liceum, i do tego, gdzie usiądziesz czy którą stroną przebiegniesz chcąc zostać zauważona przez “tego jedynego”.

Był to dla mnie taki rzut w przeszłość i nie powiem - z dużym sentymentem mogłam na to popatrzeć. Mimo, że jest to piosenka o zazdrości i pomyślałoby się, że zazdrość jest wyłącznie negatywną emocją to wydaje mi się, że ona również bardzo dużo nas uczy, a przede wszystkim jest czymś, co dotyka nas codziennie. Jeśli kogoś nie, to gratuluje, choć nie ukrywam, że ciężko mi uwierzyć, bo każdy o coś kiedyś będzie zazdrosny, czy to właśnie o dziewczynę, o chłopaka, czy o czas, który nie jest nam poświęcony. Instagram też niestety pociąga nas do tego, żebyśmy zazdrościli innym ludziom. Teraz np. wleciał Spotify Wrapped i co sobie myślisz? Myślisz sobie, kurde, wszystkich słuchają na pewno więcej niż mnie…

N: Publikować, czy nie publikować?

A: Właśnie! Masz coś takiego, że z jednej strony zawsze by się chciało więcej, ale z drugiej strony, za tym wszystkim co masz jest masa ciepła, życzliwości, czegoś naprawdę dobrego i jeśli będziemy się skupiać na ilości, a nie na jakości, to daleko nie zajdziemy. O co chodzi z nią mnie samej o tym przypomniała. Cieszę się, że mogłam z nią zrobić taki październikowy rzut, żeby zostało trochę lata do opowiadania, bo przyszłe piosenki będa nieco bardziej wymagające emocjonalnie. 

Nowy album Asi Nawojskiej już wkrótce!

N: Czyli zazdrością zaczynasz mocno, ale okazuje się, że będzie jeszcze mocniej…

A: Hm, możliwe, że tak. Cała płyta, która pojawi się w marcu przyszłego roku bardzo obraca się wokół tęsknoty i wokół takiego nie przeżycia sytuacji, które głowie przearanżowało się już osiemset razy i stworzyło się sto historii do czegoś, co nigdy nie miało miejsca. 

N: Będziesz mówić o tęsknocie, którą czułaś jako nastolatka, czy o tej która była w twoim życiu ostatnio? A może o ciągłej tęsknocie, która trwa?

A: Myślę, że ta tęsknota dojrzała już trochę i tamta nastolatka opowiedziałaby o niej pewnie trochę inaczej niż ja dzisiaj. 

N: Widzisz to jako jakiś zabieg terapeutyczny dla siebie? Traktujesz to jako taki powrót do przeszłości?

A: Bardzo długo myślałam o muzyce w ten sposób. Studiowałam muzykoterapię i chciałam leczyć ludzi muzyką. Potem stwierdziłam, że w ogóle w to nie wierzę, więc nie będę tego robić. Ostatecznie wylądowałam jedną nogą zawodową w miejscu, gdzie prowadzę terapię muzyczną z dziećmi g/Głuchymi, co mnie spełnia i wiem, że coś wnosi.

W pewien sposób wypowiadając słowa, zamykając je w piosence, muzyce, rytmie, w wersie, wiem, że przeżywam to na nowo, a z drugiej strony to odkładam. Mam coś, co mnie mierzi i coś, co jest we mnie bardzo głęboko. W momencie, gdzie jestem w stanie zbudować z tego piosenkę, zobaczyć tą tęsknotę, ten ból, ten smutek…

N: …otwierasz te wspomnienia na nowo. Patrzysz na nie z perspektywy dojrzałej osoby. Wymaga to odwagi i odpowiedniego chyba też momentu, żeby zrobić ten krok…

A: I czasu! Musisz czuć gotowość, że to jest moment, w którym jesteś w stanie sobie to samej opowiedzieć, bo to, że piosenka idzie potem w świat i przy każdym koncercie nabiera innego brzmienia to też jest niesamowite i piękne. Mam takie piosenki, które napisałam dawno temu i których nie chce już grać na koncertach, bo nie do końca jestem w stanie się z nimi utożsamić, albo znaczą dla mnie tak diametralnie co innego, że jest mi ciężko wrócić do emocji, która tą piosenkę zbudowała. 

A może musical?

N: W twoich utworach jest bardzo dużo historii - wprost opowiedzianej, czasem wręcz w trzeciej osobie. Myślałaś kiedyś, żeby połączyć kiedyś te piosenki w jedną spójną historię i wystawić musical?

A: Wow, trochę jak w Mamma Mia, nie? Jak wszyscy za dzieciaka zobaczyliśmy film to pomyśleliśmy: “Jezu, Abba i te wszystkie piosenki, to jest naprawdę o tym i o to jest ta historia? To tak wszystko pasuje?”

N: Dokładnie tak, haha.

A: Wiesz, co gdybym miała rzeczywiście wybrać piosenki i ułożyć je w pewnego rodzaju scenariusz do czegoś jednego spójnego, to na pewno sytuacja byłaby leśną. Jestem stuprocentowo przekonana, że sytuacja byłaby leśną… bo tam jest mi najbliżej i najlepiej i uważam, że tam wszystko wybrzmiewa pełniej. 

N: Wspomniałaś o ABBIE i musicalu. Tworzyłaś kiedyś muzykę na potrzeby spektakli?

A: Mam przyjemność należeć do grupy twórców, którzy w zeszłym roku zrealizowali spektakl Niesamowity Świat Obłoczka skierowany do dzieci w wieku 0-2 lat. To było dla mnie takie piękne i wyjątkowe doświadczenie, bo od wielu lat pracuję z dziećmi i muzykę na wiele różnych sposobów wykorzystuję. Możliwość zrobienia ze spektaklu pewnego rodzaju sensorycznej wystawy było dla mnie niezwykle ciekawe. Dużo się nauczyłam i mam nadzieję, że uda mi się takie rzeczy kontynuować. Gdzieś tam sam musical jest mi bliski, jest to dla mnie rodzaj odstresowania. Gdyby jednak ktoś w nocy o północy obudził mnie i zapytał: Film twojego życia, to jeden tytuł, który bym rzuciła to by było La La Land

N: Wspólnym mianownikiem pomiędzy La La Land, a twoją twórczością są marzenia i taka dobra nadzieja. Inne słowa, które przychodzą mi na myśl to zabawa i bezpieczeństwo…

A: Myślę, że też bym sobie takie słowa mogła powiesić na ścianie i w nie iść: śpiewając i robiąc muzykę. Te słowa są jakimś takim trzonem do tego, by coś nowego mogło powstać. U mnie rzeczywiście tak, jak wspomniałaś wcześniej, mimo dużej ekspresji i życiowego szaleństwa, to w muzyce potrzebuje się zatrzymać i chyba też do tego dążę. Choć ostatni singiel o tym nie mówi, to tak naprawdę reszta płyty o tym będzie: o takim zawahaniu, zatrzymaniu i takiej cichutkiej kontemplacji o tu i teraz.

Projekt Paplajki skierowany dla dzieci

N: Porozmawiajmy teraz o twoim nowym projekcie Paplajki. Gratuluje zaczęcia świetnego projektu! Świetna nazwa i świetna inicjatywa! Wspominałaś już, że zajmujesz się edukacją muzyczną. Czy ten pomysł dojrzewał u ciebie długo, czy byłaś go pewna od początku?

A: Całej tej myśli byłam pewna ponad 5 lat temu. Jak zaczęła się pandemia, jak wróciłam do rodzinnego domu taka skołowana, nie wiedząc co teraz robić z życiem powiedziałam: To jest mój czas, wiem na co go poświęcić! No cóż, trochę czasu minęło, ale mamy to!

Dawno temu wiedziałam, że muszę to zrobić i chyba potrzebowałam takiego impulsu z zewnątrz, żeby ktoś mi powiedział: Teraz! Tak też jest, że jak ktoś jest perfekcjonistą, to zawsze będzie myślał, że to nie jest wystarczająco dobre, że jeszcze poczekam, ale kurde ile można czekać! Musiało minąć bardzo dużo czasu, żeby przynajmniej dwie pierwsze piosenki się ukazały. Mam ich dużo, dużo więcej - czekają już na publikacje i nie mogą się doczekać koncertów, interaktywnych zabaw, i takiego funu, którego wierzę, że będę mogła przerzucić na dzieciaki, gdy będą wracały po godzinie śpiewania ze mną, chętne by tych dźwięków w ich zabawie pojawiało się więcej. Paplajki wymyśliłam dawno i co ciekawe istniały też jako wiele różnych nazw… 

N: Jaka była najdziwniejsza z nich?

A: Bardzo długo byłam przekonana, że ten projekt powinien się nazywać Bób. Lato, bób - to jest moje ulubione jedzonko kiedy jest ciepło i myślałam że to super pomysł. Byłam blisko żeby zrobić z tym pierwszy krok kiedy zobaczyłam taki żart: bób od boobs. I myślę: “nieeee, nie chodzi mi o to, żebym była porównywana do piersi. To nie jest ta myśl!” Wtedy uzmysłowiłam sobie, że w ogóle to nie jest ta nazwa. Trudne do wymowy, ciężko wyczytać z ruchu warg, więc kombinowałam, kombinowałam i nagle pojawily się Paplajki -  takie do paplania, do zabawy, do głupoty, to był mój strzał w dziesiątkę!

Paplajki w polskim języku migowym (PJM)

N: Pojawił się też teledysk do pierwszej z piosenek, który został przetłumaczony na polski język migowy. Starałaś się, żeby rzeczywiście było to dostępne dla wszystkich. 

A: Tak, było to dla mnie ważne, żeby piosenka została przetłumaczona na polski język migowy, żeby była dostępna dla dzieci porozumiewających się w tym języku. Cały czas istnieje przekonanie, o tym, że g/Głuchy z muzyki nie skorzysta, a ja już po latach doświadczenia wiem, że jest to błędna opinia. Co prawda, wiele g/Głuchych osób stwierdzi że nie jest to dla nich coś interesującego. Natomiast to grono, które jest zainteresowane tym sposobem ekspresji, coraz bardziej się poszerza. Zależało mi więc na tym, żeby oni też mogli z tej piosenki skorzystać, żebym ja - bawiąc się z dziećmi mogła bawić się na znakach języka migowego i w ten sposób opowiadać historie. Jak sobie uświadomiłam że jak mówię: “Piosenka już dostępna na streamingach” - to co to jest za słowo! To jest dopiero dostępna piosenka -  z napisami i z tłumaczeniem! To oznacza dostępność i bardzo się z tego cieszę.

N: Zapewne przed Tobą jeszcze dużo pracy. Masz takie chwile zawahania? Boisz się jak to dalej pójdzie?

A: Wiesz co, oczywiście że się boję. Wiele rzeczy nadal nie umiem i wiele rzeczy ciągle będę musiała się nauczyć. I tak jak ta nauka napawa mnie radością, i bardzo to lubię, tak z drugiej strony, bardzo bym chciała już pewne rzeczy wiedzieć i robić to automatycznie, żeby troszeczke tę pracę ułatwić. Bywają takie dni, gdzie mnie to wszystko przytłacza i mówię, że nie dam rady, ale są też takie, gdzie mam na tyle energii i siły, by powiedzieć sobie: Dobra, dzisiaj jest ten dzień”. Każda jednak pomoc innych mózgów byłaby na wagę złota, bo mój już czasami nie wpada na rzeczy, które wiem, że mógłby wymyślić inny.

N: Ty też musisz czasem odpocząć i odpuścić. Teraz świetna okazja, bo idą święta. Jak u ciebie z planami na ten czas? 

A: Jest to dla mnie bardzo wyjątkowy czas i bardzo go lubię, tym bardziej od kiedy wyjechałam na studia. Bycie w domu rodzinnym, kiedy było się w nim na co dzień nie znaczyło tyle samo, co powroty do niego. Chyba im rzadziej się człowiek widzi z rodzina i bliskimi, tym bardziej docenia to, co ma  - ten wspólny czas, który możemy ze sobą spędzić, po prostu na siebie popatrzeć... Mam wielkie szczęście mieć czwórkę swoich dziadków i móc przyjechać na święta i po prostu na nich popatrzeć. To jest takim wyjątkowym darem i mam nadzieję, że będzie trwał jak najdłużej. 

N: Pięknie powiedziane Asiu. Już pod te święta chciałabym Ci życzyć Wesołych Świąt, spokoju, odpoczynku, podładowania baterii na nadchodzący rok i dziękuję pięknie za dziś!

A: Ja również dziękuję, i życzę dużo spokojnego czasu. Niech ta zima przyjdzie do nas śnieżna, nie mroźna - tak żeby każdy mógł się poprzytulać wystarczająco, napić się ciepłej herbatki i porobić szaliki na drutach! Wszystkiego dobrego - dziękuję ci za to spotkanie!

celiaainframes.com to projekt dziennikarski non-profit mający na celu pomoc muzykom w promocji ich twórczości. Jeśli zainteresował Cię ten wywiad, możesz wspomóc mój projekt na buymeacoffee.com.

Previous
Previous

Następna stacja: Stacja Serce. Wywiad z INKĄ.

Next
Next

Moja zasada to rób swoje. Wywiad z shane.